Wpływowy amerykański analityk geopolityczny George Friedman porównał obecną pozycję Rosji w wojnie z Ukrainą do sytuacji Stanów Zjednoczonych w Wietnamie w latach 60. XX wieku. Według niego Kreml znalazł się w tej samej pułapce co administracja Lyndona Johnsona: wojna jest już przegrana, ale przyznanie tego jest politycznie niemożliwe.
Powiedział to George Friedman w wywiadzie w podcaście Geopolitical Futures.
"Państwa dochodzą do punktu, w którym nie mogą wygrać wojny, ale nie mogą sobie pozwolić na przyznanie tego. To właśnie w takiej pozycji Rosja znajduje się już od kilku lat" - zauważył Friedman. Według niego wojna trwa latami nie dlatego, że istnieje nadzieja na zwycięstwo, ale dlatego, że dla Putina przyznanie się do porażki oznacza polityczną śmierć.
Analityk podkreślił skalę niepowodzenia Kremla: "To region, o który walczą, ale to bardzo mała część Ukrainy. Zasadniczo - nieco mniej niż 25% po czterech latach walk, a chwalona rosyjska armia nie zdołała pokonać Ukraińców". Przypomniał, że główny cel Rosji - okupacja całej Ukrainy i zdobycie Kijowa - całkowicie się nie powiódł.
Friedman wskazał na kluczową sprzeczność: "Dopóki walczy, jest prezydentem wojennym i może mu się poszczęścić. Ale jak tylko przyzna, że wojna się skończyła i to wszystko, co otrzymał za wszystkich zabitych i całą szkodę dla gospodarki, pojawia się pytanie o jego polityczny los".
Ekspert zauważył również, że rosyjska gospodarka jest poważnie osłabiona - Rosja zajmuje zaledwie dziewiąte miejsce na świecie pod względem wielkości gospodarki i 45-50 miejsce pod względem PKB per capita. "Stracili cztery lata rozwoju ekonomicznego. Wydali ogromną część bogactwa Rosji na to. I nie osiągnął swojego celu" - podsumował Friedman.
Zdaniem analityka właśnie dlatego dla Putina krytycznie ważne jest uzyskanie przynajmniej czegoś w negocjacjach - nie ze względu na militarną wartość terytorium, ale aby móc ogłosić jakieś osiągnięcie po czterech latach wojny.