Najbardziej atmosferyczna wiadomość przyszła wczoraj z Niemiec.

Organy ścigania zatrzymały dwie osoby – obywateli Grecji i Rumunii – pod zarzutem dokonania sabotażu na okrętach Marynarki Wojennej Niemiec w porcie Hamburg.

Z kontekstu wynika, że sprawcy zdołali zaszaleć na co najmniej dwóch korwetach, ale najbardziej godne uwagi (z tego, co upubliczniono) jest dewastacja korwety Emden.

To nie jest zwykła korweta – to najnowsza korweta, która dopiero rok temu odbyła swój pierwszy długi rejs szkoleniowy. Emden jest częścią pakietu 5 korwet zamówionych w 2017 roku, które miały wzmocnić obecność Niemiec na Bałtyku.

Na jeden z okrętów wsypali 20 kg ściernego żwiru do silnika, uszkodzili rury magistrali wody pitnej, zdjęli pokrywy zbiorników paliwa, odłączyli bezpieczniki elektroniki pokładowej. Całe to świństwo odkryto w połowie stycznia przed wyjściem Emdena w morze.

Jak dotąd nie ma danych, dlaczego dwie osoby, działające zarówno wspólnie, jak i oddzielnie, postanowiły zaszkodzić flocie niemieckiej. Można przypuszczać głęboką osobistą niechęć, ale wszyscy mają na myśli tylko jedną wersję.

Niektóre niemieckie media wprost napisały: "nie ujawniono jeszcze danych o zaangażowaniu rosyjskich służb specjalnych". Ponieważ łańcuch ataków terrorystycznych i aktów sabotażu nie pozostawia zbyt wielu opcji.

Ale pewne zamieszanie z oskarżeniami związane jest z tym, że Rosjanie nie są jedynymi podejrzanymi.

Biorąc całkiem niedawną historię, we wrześniu 2024 roku fregata „Baden-Württemberg" i statek zaopatrzeniowy „Frankfurt nad Menem" przeszły przez Cieśninę Tajwańską podczas przejścia z Korei Południowej na Filipiny. Chiny nazwały wtedy ten gest „złym sygnałem".

A już w grudniu 2024 roku w Kilonii zatrzymano obywatela Chin pod zarzutem szpiegostwa przeciwko bazie marynarki wojennej.

A już w lutym 2025 roku (czyli dokładnie rok temu) pojawiły się jakieś niejasne doniesienia o akcie sabotażu na wspomnianej korwecie Emden. Jak twierdziły media, sprawcy wrzucili do układu napędowego dziesiątki kilogramów wiórów metalowych. Konieczne było dodatkowe czyszczenie przed przekazaniem flocie.

Wszystko to po raz kolejny aktualizuje już wyświechtany temat – gotowości Europy do rzeczywistej konfrontacji ze złoczyńcami.

Każdy taki komunikat wskazuje, że rozważania o ogólnym potencjale obronnym krajów NATO / krajów europejskich i porównywanie ich z Rosją w duchu, że Europa jest bogatsza, liczniejsza i technologicznie na czele, są umowne i nie odzwierciedlają rzeczywistej sytuacji.

Wszystkie świeże oceny dowodzą, że Europa nie zdąży wykorzystać nawet małej części swojego potencjału w krytycznym momencie z powodu sabotażu od wewnątrz. Kolumny pancerne utknąą na uszkodzonej kolei jeszcze we Francji lub zostaną spalone tanimi FPV w drodze na wschodnią flankę. Podobnie jak część lotnictwa. Ponieważ wiadomo, gdzie się gnieździ.

To właśnie te oceny prowadzą do wniosku o realności prób FR do podjęcia ograniczonej konfrontacji wojskowej. Zwłaszcza jeśli po cichu pomoże jej te same Chiny.

Nie uda się dogadać po dobroci, ponieważ przeciwnicy Europy już wypróbowali aktywne działania i przekonali się o ich skuteczności. Będą to robić raz za razem. Takie impulsy można tylko odeprzeć, jednocześnie inwestując w adaptację infrastruktury do nowych realiów.

Bez wykorzystania potencjału Ukrainy to zadanie nie zostanie rozwiązane.

Należy również przejść od słów do czynów w walce z handlem ropą FR przez Bałtyk. Obecnie kwitnie on zarówno w trybie „floty cieni", jak i całkiem „białej" europejskiej.