Podczas gdy rosyjska propaganda chwali się „niespotykanymi sukcesami w zastępowaniu importu", rzeczywistość 2026 roku wygląda inaczej: budżet pęka w szwach, a przemysł naftowy po raz pierwszy w historii wymaga państwowych dotacji, aby nie zbankrutować. Profesor Igor Lipsits analizuje suche liczby, dowodzące, że Kreml ostatecznie stracił swoją główną dźwignię geopolityczną. Zamiast statusu energetycznego mocarstwa Rosji pozostała jedynie rola taniego surowcowego przydatku, lub, używając trafnego określenia Igora Sieczyna, „miski z ryżem" dla Chin.
Igor Lipsits: Witam. Jestem profesorem Igorem Władimirowiczem Lipsitsem i zapraszam państwa na czwarty wykład z mojego cyklu „Fałszywy dźwięk miedzianego TASS-u, czyli o rzeczywistym stanie rosyjskiej gospodarki". Będziemy kontynuować dyskusję na temat tego, co komentatorzy TASS-u opowiadają o rosyjskiej gospodarce i porównamy to z tym, co widzimy i co mówią inni eksperci. Może wtedy stanie się jasne, jak ludzie w Rosji są stale oszukiwani przez pracowników służb propagandowych.
Mit o sukcesach i „rosyjska ruletka" z pensjami
Jeśli mówimy o tym, jak te służby opisują rosyjską gospodarkę, możemy zacytować kolejny, już piąty pasaż pana Nizamutdinowa. Pisze on: „Pomimo wtórnych sankcji Rosja utrzymuje wiodące pozycje na rynkach nośników energii, nawozów, uzbrojenia. Pełną parą idzie tworzenie własnych technologii, w kluczowych gałęziach zastępowanie importu wynosi 60-80%, a w poszczególnych kierunkach, przede wszystkim w przemyśle obronnym - praktycznie 100%. W ogóle rosyjski kompleks wojskowo-przemysłowy osiągnął taki poziom, o którym zachodni konkurenci mogą tylko marzyć".
Zdumiewające, prawda? Opowiadając o sukcesach, pan Nizamutdinov tak zachłystuje się zachwytem, że po prostu zachwycą swoim entuzjazmem. Widocznie ma nadzieję, że jego bazgroły nigdy nie zobaczą prawdziwi rosyjscy producenci i nie odpowiedzą mu mocnym wulgarnym słowem. Ja też postaram się powstrzymać od obscenicznych wyrażeń, a lepiej opowiem, jak naprawdę wyglądają sprawy w rosyjskim przemyśle na przełomie 2025-2026 roku. Pójdziemy bezpośrednio gałąź po gałęzi, a nie według ogólnych wskaźników.
Krótko mówiąc: zarówno ja, jak i wielu innych ekspertów uważamy, że rosyjski przemysł pęka w szwach. Obraz ciężki, ale bardzo się nasuwa. Od Uralu po Kuzbas, od Kolei Rosyjskich po AwtoWAZ, wiele dużych przedsiębiorstw przechodzi na czterodniowy tydzień pracy, obcina pensje, czasami dochodzi nawet do trzydniowego tygodnia pracy.
To już przerażające. Odpowiednio, pensje spadają o 40%, ludzi wysyła się na przymusowe urlopy. Pojawiła się nawet nowa interpretacja pojęcia „rosyjska ruletka" - teraz tak nazywają losowy wybór pracowników, których wysyła się na bezpłatny urlop.
Firmy tłumaczą to chęcią uniknięcia zwolnień i koniecznością oszczędzania. Pojawił się nawet termin „przymusowa nędza". Rosyjski biznes opowiada, jak u nich wszystko źle, tłumacząc niewypłaty i anulowanie dodatków. I to nie od dobrego życia: naprawdę uderzyły w sufit - nie mogą sprzedać tyle, ile mogą wyprodukować.
Lista firm, które wpadły w kłopoty, jest poważna: największy holding cementowy „Cemros", Koleje Rosyjskie, GAZ, KAMAZ, AwtoWAZ, diamentowy gigant „Alrosa". Gdy przygotowywałem ten materiał, nadeszła informacja, że „Cemros" już zamknął dwie cementownie. To poważny cios, ale cement po prostu nie jest potrzebny. Dlaczego?
- Popyt spada, gospodarka kurczy się i wchodzi w fazę recesji, jak w latach 90.
- Bardzo drogie kredyty czynią inwestycje niemożliwymi - nie zwracają się.
- Idzie wielki strumień taniego chińskiego importu. Kraj otworzył się na Wschód, jak marzył prezydent, i teraz z tego Wschodu przychodzą towary zabijające rosyjskiego producenta.
Obraz, jak państwo widzą, niewesoły.
Przemysł naftowy: od mocarstwa do toksycznego wyrzutka
Będziemy analizować pasaż pana Nizamutdinowa fraza po frazie. I zaczniemy oczywiście od ropy, ponieważ to ona decyduje o losie kraju. Nawet rosyjska prasa nie może już ukrywać sytuacji. Spójrzcie na nagłówki - to nie emigranckie zasoby, to „Nowyje Izwiestija" i inne lokalne media: „Gospodarka FR: frontalne załamanie według sektorów. Tak przemysł jeszcze nie chorował". „Jak w lodowej wannie. Przemysł Rosji zamarł w zamierzonym schładzaniu".
W pierwszych 10 miesiącach 2025 roku przyrost wyniósł zaledwie 1%, ale wszystko mogło być znacznie gorzej. Prasa zmuszona jest pisać prawdę, żeby ją chociaż ktoś czytał.
TASS twierdzi: „Rosja zachowuje wiodące pozycje na rynkach nośników energii". Z budynku przy ulicy Leontiewskiej świat prawdopodobnie tak się widzi, ale rzeczywistość jest inna. Po czterech latach sankcji udział Rosji w światowym wydobyciu ropy i handlu skurczył się do 11% w obu kategoriach. Przed wojną było nieco więcej: 12% w wydobyciu i prawie 13% w handlu. Spadek wydaje się niewielki, ale jakość rosyjskiej działalności na rynku zmieniła się dramatycznie.
Rosja całkowicie utraciła status „naftowego mocarstwa", który miała od końca lat 60. Wcześniej dyktowała ceny razem z OPEC. Teraz Rosja przekształciła się w toksyczny kraj, który sprzedaje, ale nie może już wpływać ani na światowe ceny, ani na swoje dochody.
Z powodu utraty premiumowego rynku europejskiego pole do manewru zniknęło. Rosja idzie tam, gdzie ją wpuszczą i sprzedaje po cenach, które dyktują nabywcy. Manipulowanie wielkością wydobycia (zamykanie i otwieranie odwiertów) jest dla Rosji, w przeciwieństwie do Arabii Saudyjskiej, trudne: złoża stare, zużyte, warunki wydobycia trudne. Konserwacja i dekonserwacja odwiertów to kolosalne wydatki.
Katastrofa finansowa: wydobycie ze stratą
Najważniejsze w biznesie naftowym nie jest to, ile baryłek wydobyłeś, ale ile zysku otrzymałeś. I tutaj sytuacja stała się tragiczna. Wzrosły upusty (dyskonto) do wzorcowego gatunku Brent. Rosyjski Urals zawsze kosztował nieco taniej (jest gorszej jakości), ale na początku 2025 roku różnica wynosiła zaledwie 2-3 dolary. Do grudnia różnica osiągnęła 20-25 dolarów, a azjatyccy nabywcy żądają upustu do 35 dolarów. W rezultacie Urals sprzedaje się po 34-36 dolarów za baryłkę. To cios dla budżetu.
- W 2024 roku dochody z ropy i gazu wyniosły 14 bilionów rubli.
- W 2025 roku - 8,2 biliona.
Spadek w ciągu roku - 40%. Pod koniec roku rzeczywisty spadek osiągnął 50%. Rosja straciła połowę dochodów z ropy.
Niskie ceny wpędzają branżę w strefę nierentowności. Mit o tym, że naftowcy pławią się w pieniądzach, rozpada się. Ropę w Rosji wydobywa się już od wieku, łatwa ropa się skończyła. Ekspansja na Północ i Wschód uderzyła w ekonomiczny bezsens: nawet „Rosnieft" ogłosił zaprzestanie poszukiwań geologicznych - to się nie opłaca.
Powstała niewiarygodna sytuacja: bogactwo naturalne jest, ale bogactwem ekonomicznym już nie jest. Niektóre odwierty przynoszą do 5 dolarów straty na baryłce. Aby branża nie umarła, państwo zmuszone jest dawać jej ulgi podatkowe. Na początku grudnia 2025 roku Władimir Putin podpisał ustawę o odliczeniach podatkowych od podatku od wydobycia minerałów dla „Rosnefti" i „Gazpromu". Pomyślcie: budżet nie otrzymuje superzysku, a ratuje „żywicieli".
Zyski firm załamały się jeszcze w pierwszym półroczu 2025 roku (przed nowymi sankcjami):
- „Rosnieft" - zysk spadł 3-krotnie.
- „Łukoil" - 2-krotnie.
- „Gazprom nieft" - zysk spadł o 54%. A to główny zarabiający oddział „Gazpromu".
- „Surgutnieftiegaz" stał się nierentowny (minus 454 mld rubli za pół roku).
Naftowcy tną inwestycje, przerywają odnowę sprzętu, zakładając podstawy przyszłego załamania wydobycia.
Rosja redukuje wydobycie: „Możemy, ale nie chcemy"
Na światowym rynku podaż przewyższa popyt (rośnie wydobycie w Gujanie i innych krajach spoza OPEC). Rosji zostało tylko dwóch dużych nabywców - Chiny i Indie. Dyktują warunki. W rezultacie Rosja zaczęła redukować wydobycie (według przecieków - do 100 tysięcy baryłek dziennie). OPEC zezwala wydobywać więcej, ale Rosja wydobywa mniej. Nie dlatego, że nie może technicznie, ale dlatego, że to nieopłacalne.
Co więcej, są problemy z załadunkiem. Tankowce się ładują, ale nie mają dokąd płynąć - brak zamówień. Przekształcają się w pływające magazyny, jak to było z Iranem. Obecnie na morzu kołysze się około 30 mln baryłek niesprzedanej rosyjskiej ropy. Dodajcie do tego uderzenia dronów na porty, rafinerie i platformy na Kaspii - i obraz staje się całkiem mroczny.
Budżetowy absurd: państwo dotuje „dojną krowę"
Rosyjski rząd doszedł do tego, że zaczął faktycznie utrzymywać przemysł naftowy.
- Amortyzator paliwowy. Ten mechanizm miał zostać wyzerowany, ale 11 listopada 2025 roku Putin podpisał dekret o moratorium na wyzerowanie. Naftowcy będą nadal otrzymywać wypłaty z budżetu, aby nie zbankrutować.
- Odwrotny akcyz. Zwrot podatków przetwórcom.
Przez 11 miesięcy 2025 roku naftowcy otrzymali z budżetu ~2,7 biliona rubli (amortyzator + zwrot akcyzy). To nie państwo doi naftową krowkę, ale budżet dokarma wychudzoną sztukę, żeby nie zdechła.
Technologiczny ślepy zaułek (trudnoodzyskiwalne zasoby) i „uwodnienie"
Dlaczego wzrósł koszt własny? Bo łatwa ropa się skończyła. Teraz dominują trudnoodzyskiwalne zasoby. Szef „Gazprom niefti" Aleksandr Diukow przyznał, że ponad 60% wydobycia firmy to trudnoodzyskiwalne zasoby. Zamiast fontann ropy widzimy pompki, które wydobywają „ciecz odwiertową".
Według danych geologa Briechuncowa, w Okręgu Autonomicznym Chanty-Mansyjskim uwodnienie osiąga 84-97%. Czyli w cieczy, którą podnosi się z głębokości, ropy jest tylko 3-16%, reszta to woda. Aby wydobyć 1 tonę ropy, trzeba wpompować w wnętrze ziemi 30 ton wody, podnieść 31 ton cieczy i odseparować ropę. To kolosalnie drogie. Koszt własny wydobycia to już 40-45 dolarów. Jeśli sprzedawać po 35 dolarów - to gwarantowana strata.
Prowincjonalna stacja benzynowa Indochin
Właściciel „Nornikelju" Władimir Potanin oświadczył: „Rosja przestała być światową stacją benzynową". Pięknie. I nawet się zgodzę. Rosja przestała być światową stacją benzynową, stała się prowincjonalną stacją benzynową dla Indii i Chin. Geografia eksportu teraz wygląda tak:
- Chiny - 45%.
- Indie - 35%.
- Turcja - 7%.
Razem ponad 80% ropy idzie na zaledwie trzy kierunki. To pułapka. Gdy masz wielu małych nabywców, ty dyktujęsz cenę (monopol). Gdy nabywca jest większy od sprzedawcy i jest ich tylko dwóch-trzech - to monopson. Chiny i Indie wykręcają Rosji ręce, żądając upustów, a Moskwie nie ma gdzie się podziać - „innego globusa nie dowieziono".
Próby dywersyfikacji gospodarki (raporty z 1999 i 2020 roku) zostały zignorowane. Zejść z naftowej igły Rosja nie może, bo świat nie potrzebuje od niej nic więcej.
Katastrofa budżetu-2025: wymowny przykład
Teraz o tym, dlaczego nawozy i uzbrojenie, o których mówił Nizamutdinow, nie uratują sytuacji. Spadek dochodów z ropy to bezpośrednie zagrożenie dla istnienia państwa. I to nie moje fantazje, to suche liczby budżetu. Spójrzcie na historię z budżetem 2025 roku:
- W listopadzie 2024 roku Rosja zatwierdza budżet na 2025 rok z deficytem 1,2 biliona rubli.
- Rozpoczyna się 2025 rok, dochody z ropy załamują się, kraj traci 2,6 biliona oczekiwanego przychodu.
- Co robi rząd? W maju wprowadza korekty do budżetu.
- Wielkość dozwolonego deficytu wzrasta dokładnie o tę wielkość strat (1,2 + 2,6). Nowy deficyt - 3,8 biliona rubli.
Konstrukcja budżetowa posypała się w pół roku. Ani nawozy, ani broń (która zresztą też nie sprzedaje się tak wspaniale) tej dziury nie mogły załatać.
Podsumowanie
Rosja była stacją benzynową i nią pozostała. Tylko teraz obsługuje nie świat, ale Indochiny. Zakończyć chcę cytatem Igora Sieczyna, szefa „Rosnefti". Próbując spodobać się chińskim partnerom, powiedział: „Rosja teraz to energetyczna miska z ryżem dla Chin".
Upokorzyć Rosję bardziej niż zrobił to pan Sieczyn, nie jestem w stanie. Żyjcie z tą definicją: „energetyczna miska". Wydaje mi się, że to nawet bardziej obraźliwe niż „stacja benzynowa". Na tym kończymy analizę ropy. Na kolejnych wykładach pójdziemy dalej - segment po segmencie. Wszystkiego dobrego.
Wasz profesor Lipsits.