Negocjacje między USA a Ukrainą dotyczące zasad ewentualnego porozumienia pokojowego z Rosją wydają się wchodzić na finiszową prostą. U podstaw proponowanego uzgodnienia leży idea, że Ukraina zrezygnuje z terytoriów na Donbasie w zamian za wiarygodne gwarancje bezpieczeństwa ze strony Stanów Zjednoczonych, które uniemożliwiłyby nowy atak Rosji.
O tym pisze The New York Times.
Takie podejście wydaje się zrozumiałe, przecież Wołodymyr Zełenski potrzebuje ważkiego argumentu, by usprawiedliwić przed narodem bolesne ustępstwa. Jednak strategicznie może to stać się fatalnym błędem z jednego prostego powodu: wszelkie gwarancje bezpieczeństwa udzielone przez Donalda Trumpa nie budzą zaufania. Dla realnego zapewnienia własnego bezpieczeństwa Kijów powinien żądać nie papierowych obietnic, w które nikt nie uwierzy - a przede wszystkim Władimir Putin - lecz konkretnych narzędzi do samoobrony.
Wątpliwości co do gotowości Trumpa dotrzymywania gwarancji opierają się na faktach: pomimo okresowych gróźb ani razu nie zademonstrował chęci pójścia na bezpośrednią konfrontację z Rosją, tym bardziej wojskową. Wręcz przeciwnie, w ciągu ostatniego roku swojej prezydentury znacznie ograniczył wsparcie wojskowe i finansowe dla Ukrainy, podchwycił rosyjskie narracje o winowajcach wojny i stale mówił o współpracy gospodarczej z FR. Jeśli nie pomaga Ukrainie teraz, podczas bezpośredniej inwazji, trudno sobie wyobrazić, że rzuci wyzwanie Moskwie w przyszłości tylko z powodu formalnych zobowiązań.
W omawianym projekcie porozumienia warunki uruchomienia gwarancji dotyczą jedynie "znaczącego, zamierzonego i długotrwałego" ataku zbrojnego. Takie sformułowania pozostawiają Trumpowi przestrzeń do manewru: będzie mógł ogłosić każdy nowy atak za "nieznaczący" lub "przypadkowy" i odmówić interwencji. Jego reakcja na wrześniowy incydent z rosyjskim dronem w Polsce, który nazwał "możliwym błędem", jest jaskrawym przykładem tego, jak łatwo może uchylić się od odpowiedzialności.
Biorąc pod uwagę te realia, wymiana strategicznie ważnych terytoriów na wątpliwe gwarancje byłaby naiwna. Zamiast tego Zełenski powinien skoncentrować się na otrzymaniu materialnych aktywów, które realnie wzmocnią obronę.
W pakiet takich żądań powinien wejść dostęp do ponad 200 miliardów dolarów zamrożonych rosyjskich aktywów, większość których znajduje się w UE. Także Kijów powinien żądać masowego pakietu uzbrojenia: systemy Patriot, rakiety dalekiego zasięgu, myśliwce F-16 i artylerię. Jeszcze jednym konkretnym elementem, znacznie cenniejszym niż papierowe gwarancje, powinno stać się przywrócenie pod kontrolę Ukrainy Zaporoskiej Elektrowni Atomowej. Elektrownia mogłaby być zarządzana wspólnie z USA, zapewniając energię projektom przemysłowym i generując zysk dla odbudowy kraju.
Zełenski ryzykuje, koncentrując się na efemerycznych gwarancjach. Póki negocjacje trwają, powinien zmienić podejście i żądać kroków, które faktycznie powstrzymają rosyjską agresję, a nie polegać na pustych obietnicach Waszyngtonu.
Przypominamy także, że Zełenski zapowiedział 3 międzynarodowe spotkania w sprawie gwarancji bezpieczeństwa.