Christian Brose przez sześć lat był głównym doradcą senatora Johna McCaina ds. bezpieczeństwa narodowego, a następnie został najmłodszym w historii szefem personelu senackiej Komisji ds. Sił Zbrojnych. W tej roli uzyskał dostęp do tajnych briefingów dotyczących rzeczywistego balansu sił między USA a Chinami. To, co zobaczył, tak go zaniepokoiło, że w 2020 roku napisał książkę "The Kill Chain" ("Łańcuch Porażki") - alarmujący manifest o tym, jak Ameryka traci przewagę wojskową.
"Łańcuch porażki" to podstawowy termin wojskowy opisujący trzy kroki każdej operacji bojowej: zrozumieć, co się dzieje; zdecydować, co robić; zadać cios. Główna teza Brose'a: amerykańska machina wojskowa wykonuje ten łańcuch zbyt wolno, a biurokracja Pentagonu nie jest w stanie wdrażać technologii, które mogłyby go przyspieszyć.
Po odejściu z Senatu Brose objął stanowisko szefa strategii w Anduril Industries - obronnym startupie, który obecnie buduje w Ohio zakład o powierzchni 5 milionów stóp kwadratowych do masowej produkcji autonomicznych systemów bojowych. W rozmowie z prowadzącym podcast School of War wyjaśnia, dlaczego lekcji z Ukrainy nie można po prostu skopiować na potrzeby wojny z Chinami i co trzeba zmienić, zanim będzie za późno.
Aaron McLean: Dziś gościmy Christiana Brose'a - prezesa i dyrektora ds. strategii w firmie Anduril Industries. Ma za sobą długą karierę w służbie publicznej: był szefem personelu Komisji Senatu ds. Sił Zbrojnych pod przewodnictwem senatora Johna McCaina, pracował w Departamencie Stanu za sekretarzy stanu Rice i Powella. Christian, dziękuję, że przyszedłeś.
Christian Brose: Dziękuję za zaproszenie. Dawno śledzę wasz program, cieszę się, że tu jestem.
Aaron McLean: Tematów do rozmowy jest wiele. Chcę porozmawiać o stanie sztuki wojennej w 2025 roku i na perspektywę 2026, porozmawiać o Anduril. Ale zacznijmy od perspektywy biograficznej. Zajmujesz się tym już ćwierć wieku - służba publiczna, przemysł obronny, przez większość czasu skupiasz się na kwestiach obronnych. Gdybyś mógł wrócić do siebie z lat 2009-2010 i porozmawiać z tamtym człowiekiem - co by go najbardziej zaskoczyło w tym, co wiesz teraz? Co rozeszło się z twoimi ówczesnymi wyobrażeniami o miejscu Ameryki w świecie z punktu widzenia technologii obronnych i strategii?
Erozja amerykańskiej przewagi wojskowej
Christian Brose: Świetne pytanie. Jest osobista odpowiedź i zawodowa. Osobista - gdybym powiedział sobie w latach 2009-2010, czym będę się zajmował w 2025 roku, nigdy bym nie uwierzył. Kariery w Waszyngtonie robią nieoczekiwane zwroty.
W szerszym sensie zaskoczyłoby mnie, jak bardzo osłabła nasza przewaga wojskowa. Wtedy traktowano jako oczywistość, że Ameryka ma coś w rodzaju dominacji wojskowej. Tak, wielu śledziło Chiny, ale uwaga nie była tam skupiona - ani w strategii bezpieczeństwa narodowego, ani w strategii obronnej. Zakładano to, co było prawdą przez bardzo długi czas: możemy iść, gdzie chcemy, robić, co chcemy, mamy przewagę wojskową nad każdym przeciwnikiem. Zadziwiające, jak szybko ta przewaga się rozmyła - do tego stopnia, że teraz widzimy parytet w szeregu dziedzin. I to stanie się trwałą cechą naszego świata, szczególnie w stosunkach między USA a Chinami.
Aaron McLean: Zagłębmy się w to. W wywiadzie dla Wall Street Journal w tym roku powiedziałeś dziennikarce Kate O'Dell: "Na wszystkich poziomach nasza koncepcja potęgi wojskowej i baza przemysłowa, którą zoptymalizowaliśmy do jej tworzenia, są systemowo błędne". Rozbierzmy to na części. W czym dokładnie nasze rozumienie potęgi wojskowej jest błędne? Gdzie tracimy przewagę technologiczną - poza kwestiami masowej produkcji i głębokości zapasów bojowych?
Christian Brose: Te rzeczy są ze sobą powiązane. Po zimnej wojnie Ameryka była o głowę wyższa od konkurentów. Wierzyliśmy, że dzięki tej przewadze możemy polegać na modelu potęgi wojskowej, który wygląda jak niewielka liczba wysokotechnologicznych systemów. Za tym stało założenie dotyczące charakteru wojny: jeśli znajdziemy się w konflikcie, potrwa on niedługo - dni lub tygodnie. Nie zużyjemy dużo broni, nie stracimy wielu systemów bojowych ani ludzi. Nie będziemy musieli mieć do czynienia z przedłużającym się konfliktem.
Teraz, patrząc na wojnę na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie, rozumiemy: te założenia już nie działają. Jak przygotować się do wojny, która przeciągnie się na miesiące i lata? Jak stawić czoła konkurentom o porównywalnych możliwościach wojskowych? Jak utrzymać operacje bojowe, produkcję przemysłową i uzupełnianie sił w przedłużającym się konflikcie? Nie jesteśmy gotowi na nic z tego. Nasze narzędzia do tego nie są przystosowane.
Ostatnie 30-40 lat to historyczna anomalia. Jeśli spojrzymy, jak Ameryka myślała o konfliktach, o wojnie, o bazie przemysłowej przez całą swoją historię i jak osiągała sukces - to wyglądało raczej tak, jak opisuję, a nie jak ten anomalny okres kolosalnej przewagi.
Aaron McLean: Nawet New York Times teraz bije na alarm w tych kwestiach.
Christian Brose: Wyobraź sobie.
Aaron McLean: Sam byłem zaskoczony. Miałem nadzieję przynajmniej na parę przypisów do twojej książki, ale widocznie to za wiele.
Christian Brose: To wielka pochwała.
Aaron McLean: Nie znalazłem, z czym się nie zgodzić. Materiał jest doskonały. Ale czy był w twojej karierze moment, kiedy po raz pierwszy poczułeś niepokój? Napisałeś książkę "The Kill Chain", która rozwinęła te tematy wcześniej niż wielu innych. Był jakiś moment, który cię wstrząsnął? Czy od samego początku byłeś częścią niewielkiej grupy ludzi, którzy wszystko rozumieli, tylko nikt nie słuchał?
Przejrzenie w Senacie
Christian Brose: Ciekawe byłoby usłyszeć twoją opinię. Dla mnie to było stopniowe uświadamianie sobie podczas pracy w rządzie, szczególnie w ostatnie cztery lata życia senatora McCaina, kiedy byłem szefem jego personelu w Komisji ds. Sił Zbrojnych - od 2014 do 2018 roku.
Jest stare powiedzenie przypisywane Kissingerowi: w rządzie kapitał intelektualny się wydaje, a nie gromadzi. Moje doświadczenie było odwrotne. Każdego dnia przychodziły do mnie osoby z informacjami - spotkanie za briefingiem, briefing za briefingiem. Prawdziwa parada informacji. Zaletą mojej pozycji było to, że widziałem cały obraz. Miałem zespół, który zajmował się poszczególnymi kierunkami - budowa okrętów, lotnictwo, siły lądowe. Mnie przedstawiano wszystko razem. Ministerstwo Obrony działa tak samo: każdy przychodzi ze swoim wycinkiem, a ja widziałem wszystko razem i zauważałem prawidłowości we wszystkich połączonych siłach, w całym programie obronnym.
Stopniowo przyszło uświadomienie: nie jesteśmy tam, gdzie powinniśmy być. Nasza przewaga się rozmywa. Nasze programy są archaiczne. Nie poruszamy się wystarczająco szybko, aby poradzić sobie z zagrożeniem, i nie wykorzystujemy możliwości, jakie dają technologie.
Ale konkretny moment, który wszystko połączył - to tajny briefing, który próbował rozważyć wszystko łącznie i ocenić, jak mają się "czerwoni" do "niebieskich". Powiedzmy tak: wnioski okazały się niepocieszające. Rezonowały z moim doświadczeniem - widziałem to po kawałkach, briefing za briefingiem, i wreszcie zobaczyłem wszystko razem. To skłoniło nas z senatorem McCainem do próby przekazania tego obrazu innym członkom komisji i Senatu. Większość po prostu nie zwracała na to uwagi, nie mogła zagłębić się tak głęboko. Ale kiedy się zagłębiasz - obraz w całej zbiorowości sił i programów jest dość niepokojący.
Aaron McLean: Czy możesz zdiagnozować problem jako całość - jak się tu znaleźliśmy? W "The Kill Chain" zaczynasz analizę wcześniej niż wielu innych. Zwykle odlicza się od końca zimnej wojny i "Ostatniej Wieczerzy" - konsolidacji przemysłu obronnego. Ty śledzisz problem w samą zimną wojnę, do rozwoju biurokracji. Czyli najwyższe szczeble władzy są świadome problemu już ponad dekadę. Teraz jest 2025 rok i nie można powiedzieć, że trendy zdecydowanie odwróciły się na naszą korzyść. Jaka jest natura samego problemu?
Korzenie biurokratycznego paraliżu
Christian Brose: Świetne pytanie. Po II wojnie światowej - masowej mobilizacji bazy przemysłowej i zaangażowania przemysłu komercyjnego, tego, co wygrało wojnę - dobrze wystartowaliśmy na początku zimnej wojny. Ale potem nastąpiła nieunikniona reakcja: zmarnowane pieniądze, brak odpowiedzialności. Rozpoczęła się próba zbiurokratyzowania "długiego zmierzchu" zimnej wojny.
Naprawdę rozwinęło się to za McNamary. Jak stworzyć centralne planowanie? Jeśli spojrzeć na początki, uderza, jak bardzo sięga to do teorii socjalistycznych, niemal komunistycznych - prymat państwa, konieczność regulowania przemysłu, wyeliminowania nieprzewidywalności kapitalizmu i zastąpienia jej centralnym planowaniem państwowym. To właśnie jest system PPBE - planowanie, programowanie, budżetowanie, ocena.
Kiedy skutecznie pracowaliśmy w latach 70-80., działo się tak, ponieważ omijaliśmy ten system - efektywnie pracowaliśmy w programach niejawnych, tworząc to, co stało się doktryną AirLand Battle, głębokim uderzeniem - wszystko, co zostało zademonstrowane w pierwszej wojnie w Zatoce.
Ale po zimnej wojnie ten system się nie zmienił - nie było powodu, by go zmieniać. System istnieje do dziś. A podstawowe założenia, wyraźnie sformułowane w latach 50-60-70., głosiły: innowacje to przebrzmiały etap. Już stworzyliśmy potrzebne zdolności wojskowe, teraz trzeba tylko efektywnie zarządzać bazą przemysłową. Sama możliwość innowacji, przełomów, zmian technologicznych została wykluczona jako niepotrzebna.
Problem dzisiaj to właśnie to, co ten system biurokratyczny uważał za przezwyciężone i nieważne: przełomowe zmiany technologiczne, zmiany w środowisku zagrożeń. Próbujemy poradzić sobie metodami centralnego planowania z siłami, których państwo nie kontroluje.
Większość kapitału na badania i rozwój jest teraz wydawana nie przez państwo - nawet blisko. Wszystko w sektorze prywatnym. Technologie, które nas pchają naprzód, pochodzą z sektora prywatnego i technologii komercyjnych, a nie z państwowych laboratoriów. A państwo nadal myśli kategoriami kontroli.
Zadanie staje się coraz ostrzejsze: jak stworzyć bodźce do zmian i innowacji w środowisku monopsonistycznym - na rynku, gdzie państwo jest jedynym nabywcą? To przeciwieństwo tego, do czego system został stworzony. System jest przeznaczony do formułowania wymagań, liniowego przekazywania ich do programów, budżetowania, zakupów i wykonania w ciągu 10-15 lat. To absolutnie nieaktualne dla świata, w którym żyjemy - zarówno technologicznie, jak i z punktu widzenia zagrożeń.
Jak stworzyć alternatywne procesy z przeciwną logiką? Gdzie wymagania są nam nieznane i będą się szybko zmieniać, i musimy wbudować elastyczność w nasze programy? Jak zapewnić elastyczność w budżetowaniu i zakupach, aby szybko przyswajać lekcje, podłączać i odłączać nowe możliwości? Wszystko, co robią Ukraińcy i Izraelczycy. W najlepszych przykładach z amerykańskiej historii też to robiliśmy - kiedy byliśmy poważni, kiedy mierzyliśmy się z takimi wyzwaniami.
W tym jest trudność: jak przejść na myślenie wojenne i gotowość wojenną, kiedy kraj pracuje z biurokracją czasów pokoju i mentalnością czasów pokoju?
Aaron McLean: Do Izraelczyków i Ukraińców wrócimy. Ale co w USA daje ci nadzieję? Jakie przebłyski widzisz w działaniach obecnej administracji? I odwrotna strona - co w praktyce biurokratycznej lub w Kongresie powinno natychmiast się skończyć?
Konsensus osiągnięty - co dalej?
Christian Brose: Skoncentruję się na pozytywach. Prowadzimy zupełnie inną rozmowę o tych problemach niż pięć-sześć lat temu, kiedy pisałem książkę, nie mówiąc już o dziesięciu latach temu. To doskonała wiadomość. Spójrz na stopień konsensusu - New York Times napisał tygodniowe śledztwo o wszystkim, o czym mówimy, i ogólnie zajął właściwą pozycję. Osiągnęliśmy coś podobnego do konsensusu w epoce, kiedy republikanie i demokraci nie mogą się zgodzić, że trawa jest zielona, a niebo niebieskie.
Działania obecnej administracji też dają nadzieję. Nacisk na reformę zakupów, na opracowywanie nowych możliwości i przełomowych zmian - i to idzie od góry do dołu. Poczucie pilności, zrozumienie, że nie można działać jak zwykle - inaczej przegramy. Trzeba robić nowe rzeczy, ryzykować.
Pytanie: co zrobimy z całym tym entuzjazmem i konsensusem? Mniej skupiałbym się na przeszkodach, bo ich, zasadniczo, nie ma. To być może kontrowersyjna teza. Zawsze możemy ulepszać procesy - wymagania, zakupy, budżetowanie. Ale twierdziłbym: mamy już wszystkie uprawnienia, żeby robić praktycznie wszystko, co chcemy. Generować nowe pomysły, tworzyć nowe strategie zakupowe. Wydajemy prawie bilion dolarów na obronę - pieniędzy jest wystarczająco.
Prawdziwe pytanie: co chcemy budować? Jaki kierunek ze strony państwa? Jakie nowe programy stworzyć, aby rozwinąć potrzebne systemy w dużych ilościach i przenieść bazę przemysłową na tory wojenne?
W pewnym sensie to przerażająca myśl dla wielu. Łatwiej powiedzieć: "Jest jakiś proces, który mi przeszkadza, dopóki go nie naprawię - nic nie mogę zrobić". Straszniejsze jest uświadomienie sobie: nic mi nie przeszkadza, mam wszystko, co potrzebne do przełomowych zmian w odpowiednim czasie. I co z tym zrobisz?
Moja nadzieja na kolejne trzy lata administracji: tworzenie nowych pomysłów, nowych programów, uzyskiwanie możliwości, które są potrzebne Ameryce. Nie kopiowanie ukraińskiego doświadczenia do amerykańskiej armii, ale wyciąganie lekcji z Ukrainy i projektowanie programów odpowiednich dla naszej strategii, naszego sposobu prowadzenia wojny, naszych zagrożeń. I masowa produkcja tych systemów maksymalnie szybko. To całkiem osiągalne w krótkim czasie z dostępnymi pieniędzmi i uprawnieniami. Potrzebne są pomysły i poczucie pilności.
Aaron McLean: Porozmawiajmy o polu bitwy. Ukraina bardzo różni się od zachodniej części Pacyfiku. Ale to, obok wydarzeń wokół Izraela, wojna, którą powinniśmy studiować. Czego powinniśmy się uczyć? I jeszcze ważniejsze - czego nie powinniśmy się uczyć w zastosowaniu do scenariusza w zachodniej części Pacyfiku?
Lekcje z Ukrainy: co jest przydatne, a co nie
Christian Brose: Ciekawe byłoby usłyszeć twoją opinię. Jest tendencja do skupiania się na konkretnych systemach, które są skuteczne na Ukrainie - drony FPV ze sterowaniem światłowodowym i inne taktyczne nowości. Ze względu na taktyczny charakter i lądową naturę tego konfliktu właśnie takie systemy działają.
Nie jestem pewien, czy to przekłada się na konfrontację w zachodniej części Pacyfiku, gdzie teatr jest przeważnie morski, odległości są ogromne, a Chiny to znacznie groźniejszy przeciwnik. Nie sądzę, że wystarczy powiedzieć: "Trzeba rozkręcić produkcję dronów FPV i analogów Szahedów - i jesteśmy w doskonałej pozycji".
Podstawowe lekcje są inne: tanie systemy jednorazowe, masowa produkcja, baza przemysłowa, która elastycznie się adaptuje, wbudowując lekcje z pola bitwy w szybką iterację rozwoju i wdrożenia. To jest lekcja, którą musimy przyswoić. Nie konkretne systemy działające dla Ukrainy, ale tempo uczenia się, skala produkcji, zdolność adaptacji do pola bitwy, które zmienia się codziennie.
Tu mamy jeszcze daleko do przebycia. Możemy produkować drony FPV, możemy produkować Szahedy. Ale czy mamy organizację w rządzie, zdolną uczyć się i poruszać tak szybko jak Ukraińcy? Czy jest baza przemysłowa równie elastyczna we wdrażaniu i iteracji nowych możliwości?
Kiedy ta wojna się rozpoczęła, nikt nie mógł przewidzieć, jakie systemy okażą się skuteczne. Jeśli wojna potrwa jeszcze rok-dwa, systemy, o których będziemy mówić, prawdopodobnie nie będą te, co teraz. Najważniejsze dla USA to uczenie się instytucjonalne, adaptacja przemysłowa i skala.
Aaron McLean: Interesujące. Ciągle budzę się od wiadomości o jakiejś operacji wojskowej w Izraelu lub na Ukrainie, która wprawia w osłupienie. Czasem to złe niespodzianki, ale często - radosne. Atak na łańcuch dostaw z pagerami przeciwko Hezbollahowi był znakomity - i raczej świadectwo planowania i ludzkiej przebiegłości, staromodnej strategii, niż czegoś szczególnie zaawansowanego technologicznie.
Ale jest też coś innego - zdolność zadawania uderzeń z taką precyzją i skalą, śledząc wiele celów. W pierwszą noc 12-dniowej wojny, kiedy zlikwidowano naukowców nuklearnych i dowódców w Iranie - widzisz, jak amunicja trafia nie tu, w ścianę budynku, ale tam, w łóżko w północno-zachodnim rogu pokoju. Wyobrażasz sobie, co za tym stoi ze strony technicznej, i to porywa.
Dużo myślałeś o technicznych "wnętrznościach" tego wszystkiego - co internet oznacza w kontekście wojskowym, rola AI w przetwarzaniu dużych danych. Co ludzie muszą zrozumieć o naturze wojny dzisiaj pod względem roli AI i technologii? I co musimy przyspieszyć w USA?
AI i obrona przeciwlotnicza: zautomatyzuj się lub przegraj
Christian Brose: Wszystko wiąże się ze skalą i prędkością. Nawet izraelski atak na kompleks nuklearny Iranu wyglądał raczej jak dobrze zorganizowane połączenie wywiadu i operacji wojskowych dla bardzo specyficznego zastosowania przeciwko punktowym celom. To bardziej przypomina to, co znamy, niż przyszłość.
A obrona Izraelczyków przed napływającą bronią, to, co Ukraińcy muszą robić każdej nocy - tu zaczynasz widzieć, gdzie te technologie AI, uczenia maszynowego, autonomii stają się przydatne. Kiedy trzeba skalować nie przeciwko garści obiektów lub naukowców, ale przeciwko dużym formacjom, wielu celom codziennie, w realnej objętości, jednocześnie - i w ofensywie, i w obronie.
W USA skupiłbym się na zastosowaniu w obronie przeciwlotniczej. Dawno śledzimy chińskie narastanie rakiet balistycznych, manewrujących i teraz hipersonicznych. Ogromny arsenał do uderzeń w Guam, nasze bazy w pierwszym łańcuchu wysp, a nawet na terytorium USA. Objętość tego, z czym przyjdzie się uporać - nie jeden dzień, jak kiedy wspieraliśmy Izrael w obronie przed irańskim uderzeniem z 200-300 rakietami, ale znowu i znowu. Nie obrona punktowa, ale strefowa - jak muszą robić Ukraińcy.
Tego problemu nie da się rozwiązać bez takich technologii. Trzeba będzie się zautomatyzować, żeby z tego wyjść. Częściowo przyswoiliśmy tę lekcję z systemami takimi jak Aegis - automatyzujemy obronny łańcuch porażki, bo chroni on ludzkie życie. Ale kiedy objętość zagrożeń - tanie środki rażenia lub głębokość chińskich zapasów bojowych - wymaga odpierania setek i tysięcy ataków znowu i znowu, po prostu nie będzie nam starczało ludzi i możliwości robienia tego bez wsparcia technologicznego.
Myślę, że to zostanie zintegrowane najpierw w zastosowaniach obronnych, bo to technologia w służbie ochrony ludzkiego życia. Z operacjami ofensywnymi - automatyzacją łańcucha porażki do polowania i uderzeń - demokratyczne armie będą słusznie ostrożniejsze.
Nasze odziedziczone architektury obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej nie są do tego przystosowane - były tworzone pod koniec lat 90. i na początku 2000. do ochrony przed wystrzałami państw-wyrzutków takich jak Iran czy Korea Północna z bardzo małą liczbą rakiet. To dawno zostało przekroczone przez modernizację i narastanie zbrojeń w Rosji i Chinach.
Aaron McLean: Rozgraniczenie obrony i ataku jest interesujące. Możemy zagłębić się w kwestie etyczne AI i autonomii. Ale mam inny niepokój. Ciągle widzę, jak starsi oficerowie mówią: "Dobrze znam czat, dużo go używam w codziennej pracy". Pentagon, jak wszystkie duże instytucje w Ameryce, próbuje zintegrować duże modele językowe w procesy robocze, włącznie z planowaniem.
Niepokoi mnie to samo, co w przypadku każdej instytucji integrującej te narzędzia: na ile są naprawdę niezawodne? Niepokoi długoterminowy wpływ na nas jako ludzi, na naszą zdolność uczenia się, posiadania własnej pracy.
Zastosowanie w obronie przeciwlotniczej, które opisałeś - bezspornie. Wszyscy się zgadzają, że nie da się robić obrony przeciwlotniczej w 2025 roku bez tych narzędzi. Ale nie znam danych o tym, jak częste używanie LLM czyni planistów i dowódców lepszymi w ich pracy. Szybszymi w krótkim okresie - być może, ale lepszymi w średnim i długim? Może jestem po prostu luddystą, ale chciałbym poznać twoją opinię.
Technologia - narzędzie, nie panaceum
Christian Brose: To oczywistość, ale technologia zawsze jest narzędziem. Nie bywa z natury dobra ani zła. Będą jej używać zarówno dla dobra, jak i dla szkody. W niektórych przypadkach uczyni nas lepszymi, w innych - bardziej samozadowolonymi, leniwymi lub głupimi.
Musimy rozwinąć te technologie. Zbyt wiele rozmów w Waszyngtonie wciąż ma teoretyczny nalot: "Trzeba rozwiązać wszystkie problemy w zasadzie, zanim zaczniemy stosować technologie". Jedyny sposób, by się rozeznać - wdrożyć je i zobaczyć, jak ludzie ich używają, zbudować zaufanie. Zobaczymy, jak z wieloma technologiami w przeszłości, że zaufanie załamuje się tam, gdzie są mniej niezawodne. Zobaczymy, gdzie technologie robią rzeczy lepiej od ludzi i można na nich polegać. I zobaczymy wiele przypadków, gdzie decydująca rola pozostaje przy człowieku.
Co się tyczy używania LLM do zapytań, pracy z informacją i planowania - mam dwoje nastolatków w domu. Uderza, jak mój licealiista używa ChatGPT jako prywatnego korepetytora jako uzupełnienia do szkoły. I myślę, że to dobrze - to jedyna interwencja edukacyjna, która konsekwentnie poprawia wyniki: zdolność zadawania pytań i badania informacji.
Pod warunkiem, że podstawowa informacja nie jest stronnicza, nie jest zniekształcona ideologicznie, jest kompletna. Wiele zależy od poprawności danych. Ale zdolność planistów i operatorów wojskowych do badania informacji bardziej wnikliwie - to, powiedziałbym, czyni ich lepszymi niż stare podejście: "To trzeba robić, nie zadawaj pytań, wykonuj".
Możliwość wyposażenia ludzi w narzędzia, które czynią ich bardziej wnikliwymi i efektywnymi, pozwalają przepychać lepsze pomysły w górę łańcucha dowodzenia, bo mają większy dostęp do informacji i lepszą zdolność jej przetwarzania - to daje nadzieję.
Inne zastosowanie - agentowa AI: zautomatyzowane narzędzia, które zastępują ludzi w wykonywaniu rutynowych, powtarzalnych zadań, z którymi komputery radzą sobie lepiej. Wtedy ludzie mogą się skupić na tym, co mogą robić tylko ludzie i co chcemy, żeby robili tylko ludzie: przywództwo, strategia, dowodzenie, myślenie.
Ten podział pracy między człowiekiem a maszyną może być zarówno operacyjnie użyteczny, jak i moralnie korzystny. Ludzie w armii, którzy przyszli rozwiązywać problemy, dowodzić, prowadzić - mogą spędzać więcej czasu na tym, co chcą robić i co nam od nich potrzeba, a mniej - na rutynie.
Aaron McLean: Mam nadzieję, że masz rację i twój optymizm jest uzasadniony...
Christian Brose: Sprecyzuję: prawdopodobnie się mylę. Na pewno pomylę się w elementach tego. To jeszcze jedna rzecz, którą trzeba mówić bez przeprosin: będziemy się mylić. Lekcje i wyniki będą się bardzo różnić od oczekiwań. Pytanie - i wiem, że to nie twoja myśl - czy rozpoczynamy tę drogę i wdrażamy te technologie, czy nie? Myślę, że powinniśmy. I w procesie wiele się nauczymy, pójdziemy w kierunkach, których nie przewidzieliśmy. I robić to trzeba zawsze wnikliwie, krytycznie, z samoświadomością - nie zakładając, że technologia będzie panaceum.
Aaron McLean: Spróbuję sformułować moją nieco kontrarianską obawę jaśniej. Generał czy starszy planista dzisiaj. Albo twoi nastolatkowie w domu, którzy 15 lat uczyli się bez AI, a teraz używają go do uzupełnienia i nauki. Albo starszy oficer, który miał całą karierę i teraz dostał potężne narzędzie do sprawdzania pomysłów i założeń. Trudno powiedzieć, że to okropne.
Ale co ze światem, który nie jest tak daleko, gdzie nastolatkowie dzisiejsi wyrośli na planistów i dowódców jutra - i przy tym nigdy niczego nie napisali sami? Cały świat, który znają, to świat AI nie tylko jako pomocnego mentora, ale jako wszechmocnego agenta dla każdego zadania. Problem - ty i ja jesteśmy wystarczająco starzy, by to wiedzieć - w tym, że jeśli nie potrafisz czegoś jasno napisać, znaczy to, że tego nie przemyślałeś. Spędzasz całe życie z maszynową pomocą w najbardziej podstawowych zadaniach poznawczych. Niepokoi mnie jakość talentów za 20-30 lat.
Wykształcenie humanistyczne zwycięży
Christian Brose: I słusznie cię to niepokoi. Chcę być jasny: nie mówiłem, że we wszystkich przypadkach będzie to pozytywne. W niektórych będzie to zgubne, paraliżujące dla myślenia, zdolności myślenia kreatywnego i krytycznego.
Ale to wraca do kwestii edukacji - w społeczeństwie jako całości czy w profesjonalnej edukacji wojskowej. To, co będziemy cenić w przyszłości - to to, co zawsze ceniliśmy historycznie. Jestem dumny, że jestem produktem wykształcenia humanistycznego, jak i ty. Ostatecznie nauki humanistyczne wygrywają - właśnie te umiejętności będą cenne. Zdolność myślenia kreatywnego, gdy okoliczności się zmieniają. Wyobrażanie sobie nowych możliwości. Budowanie połączeń między dyscyplinami.
Myślę, że AI będzie lepsze od ludzi w wielu konkretnych zadaniach - już to widzimy. 5-10 lat temu wszyscy mówili: zdobądź dyplom programisty, ucz się kodować, przyszłość za tobą. Okazało się - nie. I to będzie się ciągnęło: dziedziny konkretnej pracy, które te technologie opanują nie gorzej, a nawet lepiej od ludzi.
To czyni priorytetowym wykształcenie, które pozwala ludziom myśleć kreatywnie i krytycznie междисциплинарно, budować połączenia, stawiać się w pozycji posiadania tych narzędzi, a nie pozwalać narzędziom posiadać ich i przekształcać ich w odbicie tego, co mówi AI.
Jeśli to drugie się stanie i twoje obawy się sprawdzą - zawiedliśmy w sposobie, w jaki kształcimy ludzi. Jeśli jednak ewoluujemy i będziemy myśleć o edukacji szerzej - ryzyko pozostaje, to przyznaję - ale bardziej prawdopodobne, że zdołamy wykorzystać te technologie, by ludzie lepiej wykonywali swoją pracę. I fundamentalnie robić to, co powinna robić edukacja: przygotowywać ludzi do szybko zmieniającego się świata kreatywnie i krytycznie, adaptować się do okoliczności, których nikt z nas nie może przewidzieć - a nie uczyć konkretnego zadania w założeniu, że na zawsze pozostanie aktualne.
Aaron McLean: Mam nadzieję, że gdzieś jest komórka planistyczna, która próbuje zrozumieć, jak zakłócić pracę ChALW przez ich duże modele językowe - bo czuję, że z drugiej strony to już się dzieje.
Christian Brose: Tak.
Aaron McLean: Porozmawiajmy o Anduril. Było wiele nagłówków w tym roku. Opowiedz o Arsenal-1 - obiekcie, który budujesz i który ucieleśnia to, o czym mówiłeś: masową produkcję potencjalnie zużywalnych wyrobów. Czym jest Arsenal-1? Namaluj obraz dla naszych słuchaczy - co zobaczą w tej części Ohio?
Arsenal-1: fabryka przyszłości
Christian Brose: Arsenal-1 ostatecznie będzie miał od 4 do 5 milionów stóp kwadratowych mocy produkcyjnych pod Columbus w stanie Ohio. Nie dosłownie pod jednym dachem, ale pod serią dachów bardzo dużych obiektów zlokalizowanych na jednym kampusie.
Dlaczego tak zdecydowaliśmy? Studiując proces skalowania produkcji wielkoskalowej - a zajmujemy się tym od kilku lat - zrozumieliśmy: politycznie łatwa droga - to, co często robiono wcześniej: podzielić programy i łańcuchy dostaw i rozdzielić po maksymalnej liczbie stanów i okręgów, bo to tworzy przywiązanie polityczne. W tym jest logika.
Ale logika Arsenal-1 jest inna: ogromna korzyść z łączenia programów podobnego typu. Produkcja uzbrojenia i systemów autonomicznych różnych klas w jednym miejscu - to wraca do naszej rozmowy. Jeśli przyszłość przyniesie radykalne zmiany w produktach, konieczność uruchamiania nowych produktów przy zmianie technologii lub środowiska zagrożeń - platforma produkcyjna pod jednym dachem pozwala szybko przekierowywać ludzi, materiały, maszyny, kapitał na nieprzewidziane zadania.
Plus skala produkcji, do której zawsze dążyliśmy: dziesięciokrotny wzrost wolumenu w porównaniu z tradycyjną produkcją obronną. Arsenal powinien produkować dziesiątki tysięcy systemów wojskowych rocznie - i to szybko wzrośnie.
To inwestycja naszych pieniędzy plus znaczące wsparcie stanu Ohio. Dolary federalne nie wpływają. Ministerstwo Obrony nie finansuje tworzenia Arsenal-1 tak, jak finansowało wiele odziedziczonych programów dla tradycyjnych firm obronnych. Tworzymy to sami - ostatecznie około miliarda dolarów inwestycji, uzupełnionych wsparciem Ohio. Zostanie stworzonych około 4000 miejsc pracy.
Pokazaliśmy, że można bardzo szybko stworzyć nową bazę przemysłową do produkcji tego, co będziemy budować: tania broń, autonomiczne myśliwce, inne zaawansowane aparaty latające. Wymagana siła robocza - to nie ta wąsko wyspecjalizowana i deficytowa, która jest potrzebna do najbardziej skomplikowanych programów takich jak okręty podwodne klasy Virginia czy bombowce B-21.
To raczej scenariusz "powrót w przyszłość" - siła robocza, którą można szeroko rekrutować z komercyjnego przemysłu motoryzacyjnego czy lotniczego. Tak tworzyliśmy "Arsenał Demokracji" w II wojnie światowej - na kobietach, które przyszły do fabryk zamiast mężczyzn wysłanych na front, i ludziach z minimalnym przekwalifikowaniem. Budowaliśmy systemy wojskowe, które baza przemysłowa mogła produkować - a nie odwrotnie: określaliśmy wymagania dla tego, co chcielibyśmy mieć, ale czego baza przemysłowa nie może wypuszczać w dużych wolumenach.
Arsenal-1 będzie platformą produkcyjną definiowaną przez oprogramowanie, zdolną budować wszystko - od małych aparatów autonomicznych po zrobotyzowane myśliwce, różne systemy uzbrojenia: rakiety manewrujące, rakiety z silnikami rakietowymi. Wszystko oprócz komponentów energetycznych - silniki rakietowe i głowice bojowe robimy w innych miejscach, ale sama produkcja systemów i finalna integracja - wszystko w Arsenal.
Aaron McLean: Pytanie oparte na niezbyt zweryfikowanych stereotypach - popraw, jeśli się mylę. Z punktu widzenia strategii biznesowej i kultury: jakie są wyzwania i zalety dla firmy z Doliny Krzemowej z korzeniami w technologii, która staje się dużym producentem? Co trzeba przezwyciężyć? I jakie korzyści Anduril wnosi, których zwykle nie ma?
Dolina Krzemowa spotyka obronkę
Christian Brose: Para odpowiedzi. Jeśli spojrzeć na firmy z Doliny Krzemowej przechodzące do masowej produkcji - wiele już to robi w zakresie hiperseryjnej produkcji elektroniki konsumenckiej czy komercyjnego przemysłu motoryzacyjnego. Próbujemy przenieść lekcje, które wyuczyli się i stworzyli, do obrony: zautomatyzować to, co trzeba zautomatyzować, wstawiać ludzi tam, gdzie potrzebni są ludzie, zwiększać wolumeny produkcji tak, jak firmy softwarowe z Doliny Krzemowej udowodniły swoją skuteczność w przełamywaniu innych sektorów gospodarki.
Problem obrony w tym, że w wielu obszarach fundamentalnie różni się od komercyjnej gospodarki. Jest ogromna ilość lekcji z komercyjnych technologii i produkcji - głównie związanych z "projektowaniem do produkcji" (Design for Manufacturing). To oznacza projektowanie systemów wojskowych, które są proste w budowie, tanie w budowie, łatwe do montażu przez najszerszą siłę roboczą. Bo ważna jest nie tylko letalność i zdolność bojowa, ale też technologiczność i skalowalność. W naszej historii na to się opieraliśmy znacznie bardziej, ale w ostatnim pokoleniu zapomnieliśmy, że to też ważne.
Tam, gdzie komercyjne technologie pomagają projektować systemy prościej i skalować produkcję na lekcjach z komercyjnej gospodarki - to dobro. Problem - w obszarach krytycznych dla obrony, ale niemających analogii w świecie komercyjnym, gdzie nie można pozbyć się pewnych rzeczy: materiały energetyczne, prekursory, german.
Można ograniczyć zależność - i to nasza strategia: być mniej zależnymi od krytycznych minerałów w obszarach, gdzie nasze łańcuchy dostaw nie są tak odporne i gdzie Chiny mają przewagę. Ale całkowicie ich nie wyeliminować. Nie wyeliminować materiałów energetycznych z systemów obronnych - czy to silniki rakietowe, czy głowice bojowe.
Czym Anduril się różni: robimy znaczące inwestycje w rozbudowę mocy w tych obszarach. Kilka lat temu przejęliśmy firmę do produkcji stałopaliowych silników rakietowych. Wlewamy inwestycje w tę część bazy przemysłowej, by produkować więcej silników - nie tylko dla siebie, ale i dla innych firm obronnych. Zrobimy to samo w innych strategicznych obszarach, które są czynnikami ograniczającymi łańcucha dostaw: głowice naprowadzające dla broni i inne krytyczne technologie, które nie pozwalały nam skalować produkcji broni jako krajowi.
Nie będziemy czekać, aż rząd wypisze czek. Ruszymy własnymi zasobami, by stworzyć te moce dla siebie i innych. Połączenie tych dwóch podejść nas wyróżnia i stawia w dobrej pozycji do wykonania znaczących kontraktów, które wygraliśmy i wygrywamy, a także do bardziej ambitnych rzeczy w przyszłości.
Aaron McLean: Zostało parę minut, ale nie chcę wypuścić cię bez pytania o Collaborative Combat Aircraft (CCA). Jeszcze jeden obszar, gdzie Anduril jest bardzo aktywny, z dużym kontraktem. Wyjaśnij językiem zrozumiałym dla piechura z wykształceniem humanistycznym: jak to będzie działać? O ile rozumiem, jest pilotowany samolot w eskorcie bezzałogowców wykonujących inne zadania. Jaki jest podział pracy? Pilotowany samolot teraz to tylko węzeł kontrolny, rozsyłający te aparaty do wykonywania zadań? To pierwsze pytanie.
Drugie: czy widzisz to jako etap pośredni walki powietrznej? I jak długo potrwa, zanim pilotowane systemy odejdą za zbędnością?
Samoloty bojowe ze wsparciem AI
Christian Brose: Oba świetne pytania. Szczera odpowiedź na pierwsze: jeszcze nie wiemy. "My" - to USA jako całość. To się wyjaśni w miarę opracowywania, produkcji, wdrażania i integracji tych systemów w połączone siły.
CCA, który Anduril buduje dla Sił Powietrznych USA, to szybki samolot taktyczny, raczej analog F-15 czy F-16. Będzie latał jak myśliwiec, miał podobny profil, niósł broń i sensory. Ale będzie wiele różnych wariantów CCA o różnych charakterystykach i misjach.
Z punktu widzenia piechura: idealnie to będą towarzysze drużyny. Nie równi, ale podwładni. Wzmocnienie człowieka-pilota czy operatora. Wyprowadzają dodatkowe sensory do strefy walki, które inaczej tam by nie dotarły - rozszerzają horyzont i możliwości człowieka. Niosą dodatkową broń, zwiększając zasięg i moc ogniową - i dla ochrony życia pilota, i dla podniesienia skuteczności jego misji.
W idealnym świecie tak osiągasz tę skalę, o której mówimy. Przy tym ludzie są potrzebni: dowodzić, zarządzać, wnosić do walki możliwości, które tylko oni mają na pokładzie systemu, którym sterują.
To połączenie drogiego i taniego - ważna zasada przemyślenia połączonych sił. Nie wszystko będzie wysokotechnologicznymi systemami i nie wszystko - tanią zużywalną robotiką. To mieszanka: niewielka liczba ekskluzywnych pilotowanych maszyn i systemów bojowych plus duży wolumen tańszej broni i platform autonomicznych zwiększających możliwości bojowe pod ludzkim dowództwem.
Co do drugiego pytania: tak, jeśli z czasem nie wyprowadzamy większej liczby ludzi ze stref niebezpiecznych i nie zastępujemy ich bardziej zdolnymi systemami technologicznymi - ponosimy porażkę technologiczną. Wyzwanie w tym, że w miarę posuwania zrobotyzowanych systemów i inteligentnej broni do strefy walki - jak my, demokratyczne społeczeństwo ceniące prawo, prawa, zasady i traktaty - zapewniamy odpowiedni stopień ludzkiej kontroli nad zastosowaniem tych systemów?
Wierzę, że to możliwe. To nie musi być nierozwiązywalny problem ograniczający postęp technologiczny. Ale, jak na początku naszej rozmowy, to coś, co wyjaśnimy tylko przez robienie. Trzeba zacząć, przejść przez te procesy, uczyć się, adaptować, ewoluować.
Jeśli zrobimy to prawidłowo i wnikliwie, zgodnie z naszymi wartościami - kraj stanie się lepszy i znacznie bardziej zdolny bojowo. I to jedyny sposób, by stworzyć masę i letalność, których potrzebujemy do przywrócenia odstraszania i zapewnienia pokojowej przyszłości na dekady do przodu.
Aaron McLean: Christian Brose, prezes i dyrektor ds. strategii Anduril. Wiele się nauczyłem podczas tej godziny i jestem wdzięczny, że znalazłeś czas dla School of War.
Christian Brose: Wielkie dzięki. Bardzo doceniam.