Obejrzałem rozprawę sądową dotyczącą wyboru środka zapobiegawczego dla babci ukraińskiej korupcji. Cóż mogę państwu powiedzieć. Takiej kompromitacji ze strony NABU i SAP nawet ja się nie spodziewałem.
Nie chodzi o winę czy niewinność Julii Władimirowny. Wszyscy wiemy, że ta wyrazista kobieta jest zdolna do wszystkiego. Mowa o profesjonalnej nieudolności, by nie powiedzieć wprost – debilizmie – dyrektora NABU Krywonosa, szefa SAP Klymenki i całego ich antykorupcyjnego bractwa.
Osądźcie sami. Postępowanie karne, w którym poinformowano o podejrzeniu panią Tymoszenko, zarejestrowano 27 listopada 2025 roku. Na jakiej podstawie? – A nie ma podstaw. Do ERDR wprowadzono informacje, że do NABU wpłynęły rzekomo dane o utworzeniu w Radzie Najwyższej Ukrainy jakiegoś ugrupowania przestępczego – oto i cała podstawa. Nie pierwszy dzień żyjemy na tym świecie i rozumiemy, w jakim celu zarejestrowano takie postępowanie karne – aby uzyskać postanowienia na przeprowadzenie NSRD wobec wszystkich posłów, którzy nie okazują należnego szacunku Krywonosowi i Klymence. Ale żadnych jawnych czynności śledczych w tym postępowaniu nie prowadzono aż do 9 stycznia 2026 roku.
9 stycznia 2026 roku do NABU „dobrowolnie przychodzi" poseł Ihor Kopytin, który sam jest figurantem postępowania karnego prowadzonego przez NABU, rozdziera na piersiach koszulę i, według wersji prokuratora SAP, mówi, że od dzieciństwa marzył o walce z korupcją. A także prosi o wydanie mu dyktafonu, aby nagrać rozmowę z Julią Władimirowną, która rzekomo trzy tygodnie temu złożyła mu nieprzyzwoitą propozycję – zaproponowała głosować w zgodzie z frakcją „Batkiwszczyna" w zamian za wynagrodzenie pieniężne.
Detektywi ucieszyli się, bo okazuje się, że nie tylko tydzień wcześniej wiedzieli, że w Kopytinie obudzi się prawna świadomość, ale już 7 stycznia 2026 roku otrzymali postanowienie sędziego śledczego zezwalające na przeprowadzenie NSRD wobec Tymoszenko przy pomocy Kopytina. Czyli Kopytin jeszcze nie wiedział, że pójdzie się spowiadać do NABU, a Krywonos i Klymenko wiedzieli.
Ale najciekawsze, że postanowienie na przeprowadzenie NSRD z udziałem Kopytina detektywi otrzymali w postępowaniu karnym z 27.11.2025 – bo nie mogli przecież wprowadzić do ERDR informacji przekazanych przez Kopytina na dwa dni przed jego przesłuchaniem. Ale i po przesłuchaniu Kopytina NABU również nie zarejestrowało postępowania karnego.
Jeśli ktoś nie zrozumiał: jak się okazało, postępowania karnego dotyczącego epizodu przekupstwa posła Kopytina przez Julię Tymoszenko nie istnieje. A NSRD i rewizja w biurze „Batkiwszczyny" przeprowadzane były w zupełnie innym postępowaniu karnym – tym samym, które zostało zarejestrowane jeszcze 27.11.2025 i które nie ma żadnego związku z epizodem inkryminowanym Tymoszenko. A to oznacza, że wszystkie dowody zdobyte wobec Tymoszenko są nieważne.
Przy tym Tymoszenko inkryminuje się jedynie rozmowę z Kopytinem z 12 stycznia 2026 roku – nie więcej. Rzekomo podczas tej rozmowy Tymoszenko dała do zrozumienia, że jest gotowa płacić Kopytinowi i jeszcze dwóm posłom po 10 tysięcy dolarów miesięcznie. Ze słów prokuratora SAP, właśnie taką sumę Tymoszenko rzekomo napisała na papierze podczas rozmowy. Ale przekazania pieniędzy nie było – najprawdopodobniej Kopytin po prostu odmówił dalszej współpracy z NABU. I wtedy NABUowcy przyszli wieczorem 13 stycznia do biura „Batkiwszczyny", gdy Tymoszenko przebywała tam sama, przeprowadzili rewizję w jej gabinecie i gabinecie posła Własenki, gdzie nic ciekawego nie znaleźli, i wytrząsnęli z torebki Tymoszenko 40 tysięcy dolarów.
Ale na tym farsa się nie skończyła. Detektyw NABU zwrócił się do WAKS z wnioskiem o wybór środka zapobiegawczego dla podejrzanej Tymoszenko, nie przedkładając żadnych dowodów popełnienia przez nią choćby jakiegokolwiek wykroczenia. Ściślej, jedynym „dowodem" jest fragment rozmowy Tymoszenko z Kopytinem nie wiadomo o czym. Przy tym samego posła Kopytina strona oskarżenia nie tylko nie wezwała do sądu dla złożenia zeznań dotyczących przedmiotu rozmowy z Tymoszenko, ale w ogóle zaszyfrowała go w wydruku rozmowy pod pseudonimem „Mazur".
Ale i to nie wszystko: z braku dowodów do wniosku o wybór środka zapobiegawczego wobec Tymoszenko detektyw NABU dołączył wyrok sędziego Kiriejewa z 11 października 2011 roku, którym Tymoszenko została skazana na 7 lat pozbawienia wolności. W ten sposób detektyw NABU postanowił udowodnić, że podejrzana jest zatwardziałą recydywistką i może ukrywać się przed śledztwem.
Postanowienia sędziego Dubasa, który częściowo uwzględnił wniosek o wybranie Tymoszenko środka zapobiegawczego, nawet nie będę komentować – Witalij Michajłowicz jak był inspektorem podatkowym, tak nim i pozostał.
I na koniec. NABU i Rada Najwyższa Ukrainy – to różne gałęzie władzy. Jakimikolwiek nie byliby posłowie, prześladowanie przedstawiciela władzy ustawodawczej przez przedstawicieli władzy wykonawczej jedynie za jego działalność polityczną (a przyciąganie głosów z innej frakcji, działania zmierzające do rozbicia monowładzy itd. – to bez wątpienia działalność polityczna Tymoszenko) w krajach cywilizowanych uważane jest za niedopuszczalne.
Co więcej, wykorzystywanie członków parlamentu jako agentów organów ścigania w większości krajów jest wprost zakazane. I w żadnym cywilizowanym kraju żaden organ ścigania nie kompromitowałby się karnym prześladowaniem polityka jedynie na podstawie nagranej rozmowy (a w tym przypadku – jeszcze i nagranej nielegalnie) bez rzeczywistego przekazania pieniędzy.
Jedyne, co mnie cieszy – to to, że w tym haniebnym farsie nie bierze udziału starszy detektyw NABU Rodion Hennadijowicz Birjukow. Bo tego bym nie przeżył.