Prawie 3 lata działań bojowych, około 20% utraconego przez Ukrainę terytorium, ponad 1 milion ofiar na polu bitwy z obu stron. Myślicie, że to są główne konsekwencje rosyjsko-ukraińskiej wojny, bez względu na to, jak dramatyczne mogą wyglądać? Wcale nie. Jest ich o rząd wielkości więcej. Przybrały niesamowitą skalę i wpływają na życie ludzi daleko poza stronami wojującymi.
To, co w wyobraźni wielu polityków Zachodu oczekiwano jako dwutygodniową niedogodność kalibru agresji na Gruzję w 2008 roku czy aneksji Krymu w 2014, doprowadziło do bezprecedensowych zmian globalnej skali. Ta wojna stała się skrzynką Pandory, którą otworzyła Rosja. I z każdym dniem, kiedy trwa rozlew krwi, świat otrzymuje z niej coraz to nowe i nowe problemy maksymalnego poziomu złożoności.
Pod koniec trzeciego roku wielkiej wojny wykaz jej masowych konsekwencji jest tak długi, że aby je strawić w czasie pokoju, świat potrzebowałby nie jednej dekady. Obecna wojna już przekroiła globalny rynek towarów surowcowych, szczególnie nośników energii, przeformatowała przepływy handlowe i transportowe na świecie.
Zasadniczo zmieniła sprawy wojskowe i zmusiła wiodące państwa świata do masowego przezbrajania się, aby uniknąć potencjalnych zagrożeń. Dzięki niej najnowsze technologie otrzymały znaczący impuls do rozwoju, a problemy cyberbezpieczeństwa w pełni ujawniły swój potencjał niszczącego wpływu na państwa i społeczeństwa. Przez nią bezpowrotnie utracono kruchą równowagę na Bliskim Wschodzie, która kiedyś drogo kosztowała nie jeden kraj świata. Ten wykaz można kontynuować w nieskończoność...
Niestety, to jeszcze nie koniec. Dalej będzie więcej. Problem polega na tym, że w tej wojnie Zachód de facto trzyma się taktyki koniecznego, ale niewystarczającego wsparcia Ukrainy. Zachodniej pomocy jest za mało, przydziela się ją długo, przychodzi za późno. Politycy Zachodu usprawiedliwiają swoją bierność zagrożeniem nuklearnym ze strony Rosji. Uparcie nie rozumieją, że swoją skalą spowodowane wojną konsekwencje dawno już przewyższyły jakikolwiek atak nuklearny. Jest to oczywiste dla kraju, który przeżył Czarnobyl, ale niestety w żaden sposób nie dociera do zachodniego establishmentu.
Niezdecydowanie Zachodu, jego słabe wsparcie Ukrainy pozwala Rosji zadawać ciosów, które są znacznie straszniejsze od wybuchu nuklearnego — niszczących ciosów w porządek międzynarodowy ustanowiony po II wojnie światowej. Bo póki, wymachując głowicami nuklearnymi, Kreml słodko marzy o powrocie dawnych terytoriów i toruje krwawą drogę do realizacji swoich fantazji, a Zachód demonstruje katastrofalną bierność, skrępowany strachem przed „nadmiernym" rozdrażnieniem Putina, reszta świata uważnie obserwuje to i wyciąga niebezpieczne wnioski.
Teraz wychodzi, że wbrew zasadzie samostanowienia narodów, położonej u podstaw statutu ONZ, globalnej tendencji do dekolonizacji, w ramach której dziesiątki państw narodowych uzyskały niepodległość po dwóch wojnach światowych, Rosja przywraca prawo do odzyskiwania historycznej wielkości terytorialnej poprzez zastosowanie siły. Odtąd każde państwo, które kiedykolwiek zajmowało większe terytorium, otrzymuje prawo bezkarnie odzyskiwać ziemie, które dawno do niego nie należą. Z każdym dniem wojny, każdym kilometrem posuwania się armii rosyjskiej w głąb Ukrainy, każdą minutą bierności Zachodu rozumie to coraz większa liczba ludzi i państw na świecie.
Na tym gruncie ze skrzynki Pandory zaczynają wychodzić dawno zapomniane idee o „wielkości" poszczególnych państw i narodów. „Wielkie Chiny", „Wielka Francja Richelieu", „Wielka Brytania", „Wielki Izrael", nawet „Wielka Ameryka". Zaczynają ożywać widma światowej przeszłości, którym przez ostatnie 80 lat znajdowało się miejsce chyba tylko w zakurzonych książkach historycznych. Czemu nie przypomnieć sobie „Wielkiego Imperium Osmańskiego", „Wielkiego Imperium Perskiego"? Wtedy nie są pozbawione sensu nawet „Wielka Grecja", „Wielka Bułgaria", „Wielki Azerbejdżan" czy jeszcze jakieś państwo opętane manią wielkości. Póki Zachód milcząco toleruje rewanżyzm Rosji i jej posuwanie się na Ukrainie, te idee nie tylko ożywają, ale otrzymują coraz wyższe szanse, aby zmaterializować się i przekształcić w realny plan działań w głowach nieodpowiedzialnych polityków na całym globie.
Już teraz pod wpływem tych idei na Bliskim Wschodzie zaostrzają się dawne konflikty. Wzmocnienie nastrojów neoosmańskich w Turcji stymuluje jej spory z Grecją, Armenią, a nawet Unią Europejską. Koncepcja „Wielkich Chin", oparta na historycznej kontroli nad Tajwanem, prowokuje nową rundę konfrontacji z USA, Japonią i ich sojusznikami. Pod hasłami „Make America great again" Stany Zjednoczone wyglądają na gotowe do pogłębiania rozłamu w jedności transatlantyckiej. Niszczące konsekwencje tych idei można wymieniać bez końca...
Jeśli te tendencje nie zostaną zatrzymane, jutro rozpocznie się efekt domina. Nasza planeta na długo przekształci się w świat zerowego bezpieczeństwa i pogrąży się w totalnej wojnie wszystkich przeciwko wszystkim. Ludzkości realnie grozi powrót do ciemnych czasów, z których niemożliwe będzie wydostanie się. To bezprecedensowe wyzwanie dla świata, który znalazł się o krok od ogromnych kataklizmów geopolitycznych i społecznych. Jakie jeszcze argumenty potrzebuje Zachód, aby zacząć aktywnie działać?
Gdyby żałosną niezdecydowanie obecnych polityków zachodnich zobaczyli ich ojcowie i dziadowie, którzy wyhodowali powojenny porządek światowy ceną morza przelanej krwi, niezmierzonych strat swoich bliskich — byliby przerażająco zszokow
ani. Natychmiast rozprosziliby tę piaskownicę geopolitycznego infantylizmu i bez kropli wątpliwości stanęliby na straży tak wycierpianego bezpiecznego i efektywnego porządku światowego.
Ale niestety nie ma ich na Ziemi, nie ma kim ich zastąpić, a ich potomkowie w żaden sposób nie chcą brać na siebie odpowiedzialności za utrzymanie porządku światowego. Aby zamknąć tę przeklętą skrzynkę Pandory, świat potrzebuje skutecznego stróża bezpieczeństwa i sprawiedliwości, ale Zachód wszelkimi sposobami odmawia pełnienia tej roli. I tym samym skazuje na okres kataklizmów całą planetę — a siebie w tym. Czyż Ukraina to jedyne miejsce na świecie, gdzie ludzie są zdolni to zrozumieć?
Składa się wrażenie, że pewni zachodni politycy nie tylko odmawiają przeciwstawiania się katastrofalnym globalnym trendom, sprowokowanym rosyjską agresją, ale swoimi działaniami próbują je przewodzić. Nie można inaczej odbierać rozmów Donalda Trumpa o interesie USA wobec Grenlandii i decyzji Izby Reprezentantów Kongresu USA o wprowadzeniu sankcji wobec Międzynarodowego Trybunału Karnego, jednej z bazowych instytucji współczesnego układu globalnego. Jeśli te nieodpowiedzialne oświadczenia przekształcą się w realne działania — staną się dla świata gwizdkiem startowym, który rozpocznie wojnę wszystkich przeciwko wszystkim. Nie można do tego dopuścić!
Powojenny porządek światowy przewidywał kolektywną rezygnację z geopolitycznego kanibalizmu na rzecz współpracy międzynarodowej i zdrowej konkurencji. Najpierw bezpieczeństwo — potem rozwój, nie ma bezpieczeństwa — nie będzie rozwoju. Wydaje się, że dwie wojny światowe udowodniły bezalternatywność tej formuły. Świat zapłacił niezmierzoną cenę krwi dziesiątek milionów ofiar, aby najpierw przyswoić tę lekcję historii, a potem zbudować na jej podstawie trwały pokój, który w całości trwał kilka dekad. I teraz, otwierając skrzynkę Pandory, Rosja zmusza wszystkich do zapomnienia o tej lekcji i powrotu do epoki chaosu i geopolitycznego kanibalizmu. Bo każdy kraj, który próbuje podnieść własny status kosztem cudzych terytoriów, ignoruje niszczące konsekwencje swoich działań dla globalnej stabilności i ostatecznie ryzykuje utonięcie w chaosie, który sam rozprzestrzenia. Czyż naprawdę na całej Ziemi nikogo nie stać na rozum i odwagę, aby zatrzymać Putina?
Na szczęście nie wszystko jeszcze stracone. Przy całym napięciu globalnej sytuacji geopolitycznej skrzynkę Pandory jeszcze można zamknąć. Rosja musi przegrać. Świat tego potrzebuje. Nie dlatego, że Ukraina musi wygrać: w tej wojnie nie może wygrać niczego, co w pełni zrekompensowałoby przelana krew setek tysięcy najlepszych synów i córek narodu ukraińskiego. Lecz dlatego, że wszystkie bez wyjątku państwa świata muszą wyraźnie zobaczyć, że jedynym rezultatem agresji będzie nie nagroda, lecz kara, że niedopuszczalne jest naruszanie prawa międzynarodowego i podważanie efektywnego porządku światowego w imię jakichkolwiek idei narodowej wielkości czy ambicji terytorialnych.
Rosja zasłużyła na pokazową reprymendę. Trzeba ją wykonać, póki przywrócony przez Rosję rewizjonizm nie przekształcił się w globalny trend, póki politycy zarażeni manią wielkości ich państw nie zaczęli działać. Musi to zrobić właśnie Zachód. Nie tylko dlatego, że ma do tego wszystkie możliwości i narzędzia. Nie tylko po to, aby uhonorować pamięć swoich przodków, którzy kiedyś już przelewali za to krew, wywalczywszy długie dekady trwałego pokoju dla swoich spadkobierców. Lecz raczej dlatego, że w nieprzeniknonym mroku ciemnych czasów, w które Rosja próbuje nas wszystkich pogrążyć, wolny świat potrzebuje latarni morskiej, źródła światła, orientacja na które pozwoliłaby nie utonąć w chaosie. Zachód — jedyny, komu pod siłę taka rola.
Ukraina jest kluczem do skrzynki Pandory. Nie dlatego, że dobrze walczymy i musimy zwyciężyć, inaczej zostaniemy starci z powierzchni Ziemi. Lecz dlatego, że Ukraina stała się globalnym symbolem. Symbolem prawdziwej demokracji, która odrzuca działania dyktatorów, sprzeczne z potrzebami narodu. Symbolem realizacji prawa do samostanowienia, które leży u podstaw powojennego porządku światowego. Symbolem stosunków międzynarodowych, zbudowanych na prawie, a nie sile. Zasłużyliśmy na ten status przelana krwią oraz wytrwałością i odwagą, z jaką Ukraina stawia opór szalonemu naporu nadzwyczaj silnego przeciwnika, od początku nie mając żadnych ważkich argumentów poza prawdą.
Teraz ten status woła o przywrócenie sprawiedliwości: aby Ukraina otrzymała zasłużoną nagrodę za wytrwałość, a Rosja została ukarana. Tylko taki scenariusz rozwoju wydarzeń pozwoli zamknąć skrzynkę Pandory i ochłodzić głowy tych, którzy marzą o terytorialnej „wielkości". To jedyny sposób, aby odwrócić nadbiegającą globalną katastrofę.
Aby sprawiedliwość została przywrócona, Ukraina musi zwyciężyć w tej wojnie, a Rosja — doznać porażki. Do tego wszystkie problemy z pomocą wojskową Zachodu muszą być usunięte. Pomoc musi nadchodzić na czas, szybko i w wystarczającej objętości. Tu nie ma przestrzeni dla targów i dyskusji politycznych, bo chodzi o przyszłość całego świata. Zachodni politycy muszą zrozumieć: jeśli nie chcą wysyłać swoich żołnierzy na Ukrainę, aby walczyć z Rosją, to muszą zapewnić nam tak potężne ramię broni i technologii, z którym Ukraina poradzi sobie samodzielnie.
Kraje Zachodu powinny zrezygnować z podwójnych standardów i potępić wszelkie imperialne ambicje i próby rewizjonizmu, zadając ich inicjatorom nienaprawialnych strat przy każdej próbie ich realizacji. Nie można targować się i w ogóle mieć do czynienia z tymi, którzy wykorzystują utarg do ciosów w swoich partnerów. To jest śmiertelnie niebezpieczne dla ludzi, państw i samego porządku światowego. Zachód musi zrozumieć: każde słowo i czyn, związane z wojną, dotyczą nie tylko Ukrainy i Rosji, lecz całego świata i porządku międzynarodowego. Wszystkie państwa uważnie śledzą to, co się dzieje na Ukrainie, i korygują swoje działania. Jeden fałszywy krok — i chaos wojny wszystkich przeciwko wszystkim może dotknąć każdy kraj, nawet ten, który czuje się w bezpieczeństwie.
Przywrócenie sprawiedliwości w połączeniu ze statusem Ukrainy pozwolą światu zrobić gigantyczny krok w lepszą przyszłość. Jeśli ostatecznie walka Ukrainy o siłę prawa przeciwko prawu siły zostanie nagrodzona zamrożonymi rosyjskimi aktywami i wszechstronną pomocą w odbudowie, świat otrzyma potężny sygnał, że odtąd nawet największe konflikty będą rozwiązywane na podstawie prawa międzynarodowego. I jakakolwiek niesprawiedliwie poszkodowana strona będzie potężnie wspierana przez społeczność światową. To po prostu pozbawi sensu próby rewizji granic i stworzy solidne przesłanki do przywrócenia bezpieczeństwa i rozwoju.
Miękka polityka Zachodu w wielkiej wojnie spowodowana jest błędną percepcją zagrożeń stworzonych przez Kreml i szeregiem błędnych decyzji. Szlak błędów ciągnie się i gromadzi już nie jedną dekadę, podważając ogólną wiarę w to, że Zachód w ogóle jest zdolny utrzymywać efektywny porządek światowy, i w sam porządek jako taki. To niezwykle niebezpieczna tendencja, prowadząca do globalnej dezorientacji i zakończy się wojną wszystkich przeciwko wszystkim.
Nadszedł moment prawdy. Zachód ma ostatnią szansę zamknąć skrzynkę Pandory za pomocą Ukrainy jako klucza do niej. Tym oczyści historię błędnych decyzji, począwszy od zerowej reakcji na wojnę w Gruzji i niewykonania warunków Memorandum Budapeszteńskiego, i znów stanie się tą latarnią prawa i porządku, która odwróci wolny świat od pogrążenia się w chaosie wojny wszystkich przeciwko wszystkim.
Zachód nie powinien bać się zwycięstwa Ukrainy i tryumfu sprawiedliwości, nadmiernie przejmować się rozpadem Rosji i losem rosyjskiej broni nuklearnej. Ponad 30 lat temu sytuacja była identyczna. Wtedy sprawiedliwość zatriumfowała, a stanowczość Zachodu, jego globalny autorytet, uwarunkowany nią, pozwoliły adekwatnie rozwiązać problem broni nuklearnej. Tym razem może być tak samo. Wystarczy tylko, aby Zachód wykazał więcej stanowczości.